Grzegorz Ufniarz

mam coś do zrobienia

Śmieciarzy trzeba ścigać

Niesiony złością na ludzi, którzy wywieźli do lasu przy osiedlu swoje śmieci i zwyczajnie wywalili je tuż obok leśnej ścieżki, postanowiłem, że konieczne jest jakieś działanie, jakaś aktywność.

śmietnik1

Trzeba to potępiać tym bardziej, że skoro te buraki(bo inaczej ich nazwać nie można) wysilili się, by swoje śmieci wywieźć do lasu, to równie dobrze mogli się wysilić i legalnie i za darmo oddać to do PSZOK-u. I właśnie to ich lenistwo i głupota tych ludzi jeszcze bardziej potęguje moją złość na nich.

Mapka dzikiego wysypiska

Nie wiem, czy przyniesie to efekty, nie wiem, czy coś to da. Ale trzeba koniecznie przyjąć zasadę, że każdy przypadek wywalania śmieci do lasu należy ścigać, potępiać i dążyć do ukarania sprawców.

śmietnik 2

Dziś złożyłem wnioski o ściganie tych osób na policję i do straży miejskiej.

“(…)tu pracują ludzie niespełnieni zawodowo, rodzinnie i seksualnie(…)” – A. Markowicz-Narękiewicz

Pani Elżbieta Łuszczyńska, nauczycielka języka polskiego z Białej i DPG Loecknitz napisała bardzo osobisty i emocjonalny list do Komisji Rewizyjnej Rady Powiatu Polickiego. W liście zawarła osobiste uwagi, przytoczyła wiele zdarzeń i sytuacji opisujących styl i sposoby kierowania szkołą przez Panią Agatę Markowicz-Narękiewicz.

Tytuł wpisu jest cytatem z listu.

 

Radni Komisji Rewizyjnej                                     Elżbieta Łuszczyńska Rady Powiatu w Policach                                nauczycielka języka polskiego                                                                      w ZS im. I. Łukasiewicza w Policach

Dotyczy: skarga na: 1. zarządzanie Zespołem Szkół im. I. Łukasiewicza w Policach przez Agatę Markowicz – Narękiewicz 2. brak współpracy dyrektora placówki z radą pedagogiczną oraz szkołą partnerską w Loecknitz

Jestem nauczycielką ZS im. I. Łukasiewicza w Policach od 35 lat, w tym 18 lat pracowałam w Niemiecko – Polskim Gimnazjum w Loecknitz. W zawodzie nauczyciela języka polskiego przepracowałam 40 lat. Od września br. przechodzę na pełną emeryturę. Współpracowałam z czterema dyrektorami zarządzającymi placówką: panem                       R. Sierpińskim, J. Kliszewskim, panią B. Golisowicz i panią A. Markowicz – Narękiewicz.

Zespół Szkół zawsze był placówką o bogatej ofercie edukacyjnej, w której niemal z roku na rok uczyło się coraz więcej uczniów. Wiązało się to z zatrudnianiem nauczycieli          o różnych specjalnościach, zainteresowaniach i osobowościach. Liczne grono nigdy nie było jednością, ale mądrość dyrektorów – poprzedników A.Markowicz- Narękiewicz- sprawiała,że ta niejednorodna grupa umiała i chciała skupić się wokół nadrzędnych dla szkoły zadań Wiedzieliśmy, jakie plany ma kadra zarządzająca, jakie zadania mamy wykonać, by osiągnąć wytyczone, z góry wiadome cele, w jaką stronę zmierza szkoła.

Jestem nauczycielką spełnioną zawodowo, moją wizytówka są uczniowie, którzy zawsze bardzo dobrze zdają egzaminy gimnazjalne i maturalne. W pracę pedagogiczną wkładałam dużo zaangażowania i serca. Moim celem była praca z młodymi ludźmi, a nie wspinanie się po szczeblach kariery zawodowej. Nie czuję się rozczarowana przejściem na emeryturę, podjęłam rozważną decyzję, mimo że dyrektor A. Markowicz – Narękiewicz zaproponowała mi kontynuowanie pracy. Czułam się jednak nie wartościowym nauczycielem, a pionkiem w grze, którą prowadzi pani dyrektor. Nie zgodziłam się na manipulowanie mną, na wciąganie mnie w rozgrywki personalne. Nie wiem, ponieważ nigdy nie zostało to powiedziane wprost, jaką wizję przyszłości szkoły ma obecna dyrektorka. We wrześniu 2013 r., kiedy pani dyrektor obejmowała rządy, na radzie pedagogicznej zapytałam, jak widzi przyszłość szkoły. Pani dyrektor nie podzieliła się z gronem swoim pomysłem na Zespół Szkół, za to przeprowadziła pięciogodzinne szkolenie pt: „Odpowiedzialność karna i dyscyplinarna nauczycieli” według autorskiego skryptu, którym posługuje się jako pracownik Salonu Edukacyjnego „Empiria”. Nie deklaracje więc, a działania pani A. Markowicz – Narękiewicz, które przez rok obserwowałam i których efekty bezpośrednio odczułam, dają mi prawo sądzić, że szkoła pod rządami A. Markowicz – Narękiewicz straci swoją wyjątkowość, znaczenie i wielkość. Z dużej, bogatej w ofertę, przyjaznej uczniom zmienia się w środowiskową szkółkę, w której ani tradycje, ani otwartość na współczesny świat nie mają miejsca. Szkoda, bo ja pracowałam na jej rozwój 35 lat, bo to jedyna w powiecie polickim placówka ponadgimnazjalna, jedyna w kraju szkoła polsko-niemiecka, jedna z niewielu szkół w województwie o tak bogatej infrastrukturze. Dlaczego coś, co powinno kwitnąć, próbuje się ograniczyć i zmarginalizować? Uznałam, że moim obowiązkiem i wyrazem lojalności wobec uczniów jest zabranie głosu w tej sprawie. Chcę przedstawić tylko kilka spraw (a jest ich dużo więcej), które dotyczyły mnie bezpośrednio. Nie zabieram głosu w kwestiach, w których byłam tylko świadkiem. Powiem o tym, w czym uczestniczyłam lub chciano bym wzięła udział.

1. Niemiecko – Polskie Gimnazjum w Loecknitz

Od początku rządów pani A. Markowicz – Narękiewicz podważała sens istnienia projektu polsko – niemieckiego. Lekceważyła partnerów z Loecknitz, tym samym wprowadzała niepewność co do istnienia polsko-niemieckiej szkoły. Ani uczniowie delegowani z Polic, ani nauczyciele polscy pracujący w DPG, ani dyrektor tamtej szkoły nie wiedzieli, co będzie dalej. Ja zostałam zaatakowana przez panią dyrektor i oskarżona o szerzenie plotek na temat mojego odwołania z Loecknitz już w listopadzie 2013 r. Oczywiście był to ten typ oskarżenia, które każdy może wytoczyć każdemu, bez dowodów. W tym samym czasie A. Markowicz – Narękiewicz zaproponowała pracę nauczyciela języka polskiego w Loecknitz najpierw… germanistce (zapewniła, że szkoła częściowo sfinansuje jej studia polonistyczne) nieco później polonistce. Jeżeli dwie osoby otrzymują propozycje pracy w Loecknitz, to ktoś będzie odwołany. Pani A. Markowicz – Narękiewicz najpierw złożyła propozycje koleżankom, a potem oskarżyła mnie o szerzenie plotek. Ponieważ osiągnęłam wiek emerytalny, liczyłam się z tym, że zostanę odwołana. Co roku poprzednia pani dyrektor odnawiała ze mną umowę, więc byłam przygotowana na takie działanie. Nie miałam więc żadnego powodu, by szerzyć, jak to ujęła pani A. Markowicz – Narękiewicz, plotki. 4 grudnia zostałam wezwana przez A. Markowicz – Narękiewicz i poinformowana, że dla mnie w kolejnym roku szkolnym będzie praca (dowiedziałam się, że germanistka odmówiła pracy w Loecknitz), natomiast odwołany zostanie pan M. Chmielewski. Usłyszałam wtedy również, że decyzja zwolnienia z Loecknitz pana Chmielewskiego wynikła z sugestii ówczesnego dyrektora DPG G. Scherera. Wiele lat pracowałam z panem dyrektorem i nie wierzyłam w to, co usłyszałam. Zapytałam więc następnego dnia (5 grudnia) wprost dyrektora Scherera, czy sugerował odwołanie M. Chmielewskiego. Pan dyrektor był oburzony przypisywaniem mu podobnych działań. Chciał natychmiast jechać do Polic i interweniować. Przekonałam wtedy dyrektora, że nie należy zaogniać sytuacji, tylko raczej liczyć na rozsądek (sic!) pani dyrektor. Kiedy ja łagodziłam konflikt, A. Markowicz – Narękiewicz przesyłałą maile do szkoły w Loecknitz, w których siała niepokój informując, że ja nie wiem, czy chcę pracować w kolejnym roku szkolnym, a M. Chmielewski jest potrzebny w Policach, więc wycofuje go z Loecknitz. O odwołaniu M. Chmielewski dowiedział się  oficjalnie 6 grudnia. Podczas spotkania wigilijnego, które odbyło się 12 grudnia w Loecknitz, w którym uczestniczyła A. Markowicz – Narękiewicz dyrektor Scherer wprost powiedział, że życzyłby sobie i nam wszystkim, by kolejny rok szkolny nie przyniósł żadnych zmian personalnych.Tym samym zadał kłam słowom A. Markowicz – Narękiewicz o jego sugestii dotyczącej odwołania M. Chmielewskiego.

18 grudnia podjęłam nieodwołalną decyzję o rezygnacji z pracy. Czułam się manipulowana, byłam świadkiem kłamstw, którymi posługiwała się A. Markowicz – Narękiewicz. W kontaktach międzyludzkich, w szczególności zaś zawodowych nie akceptuję poetyki sofizmatów. Już wtedy wstydziłam się mojej nowej dyrektorki. Kolejne działania A. Markowicz – Narękiewicz potwierdzały tylko jej niezrozumienie projektu polsko-niemieckiej szkoły i brak woli współpracy. Niekompetencje pokrywała nonszalancją. W czasie świątecznych ferii rozsyłała na prywatne adresy mailowe do Niemiec informacje dotyczące… działania szkoły. Niemcy odebrali to jak zamach na prywatne życie, o czym oburzeni poinformowali mnie po feriach. Dyrektor G. Scherer zareagował i przypomniał, na czym polegają kontakty służbowe. Próbowałam przekonać A. Markowicz – Narękiewicz, że każda współpraca wymaga poznania zasad panujących w kraju partnerskim, niestety byłam nieskuteczna. Dyrektor G. Scherer mówił o chaosie wynikającym z podważania przez A. Markowicz – Narękiewicz zasad funkcjonowania obu szkół, z nieprzestrzegania form komunikowania się, z podważania sensu istnienia i realizowania projektu. Ta sytuacja wpłynęła fatalnie na stan emocjonalny dyrektora.

30 grudnia (nauczyciele ZS w Policach musieli być w szkole, choć była przerwa świąteczna) podjęłam kolejną próbę przekonania dyrektor A. Markowicz – Narękiewicz, by podjęła kroki, które uspokoją bardzo napiętą atmosferę w szkole w Loecknitz. Zrobiłam to, ponieważ dobrze wiedziałam, jakie nastroje panują wśród uczniów i ich rodziców. Uczniowie czuli się odrzuceni (wyproszeni ze szkolnej wigilii zorganizowanej przez A. Markowicz – Narękiewicz), a rodzice lekceważeni (- Nie tłumacz im, bo i tak niczego nie zrozumieją – mówiła jedna wicedyrektorka do drugiej podczas spotkania z Radą Rodziców). Usłyszałam wtedy, że rodzice mogą protestować, mogą pisać listy nawet do Pana Boga.

A. Markowicz – Narękiewicz unikała spotkań z parterem niemieckim. W styczniu zachorował dyrektor Scherer i w związku z tym odwołał umówione na 10 stycznia spotkanie. Przyjechał do Polic natychmiast, jak tylko pozwoliło mu na to zdrowie (14 stycznia). Niestety, pani dyrektor znalazła czas tylko na przywitanie gościa i opuściła szkołę. Widać, nie była zainteresowana rozmową o przyszłości DPG.

Po raz kolejny wstydziłam się za A. Markowicz – Narękiewicz 30 stycznia 2014 r (dyrektor G. Scherer byłjuż szpitalu), kiedy to, znowu bez jakichkolwiek rozmów z dyrekcją szkoły w Loecknitz, wysłała 2 nauczycielki języka polskiego, które miały rozpocząć pracę od nowego roku szkolnego. Nikt ich nie znał, nikt nie wiedział, że przyjadą, nie uzgadniał terminu spotkania… Dyrektor R. Metz, zastępująca ciężko chorego G. Scherera, była zatrwożona takim zachowaniem, podobnie, jak większość nauczycieli niemieckich.

Na brak jakiejkolwiek współpracy narzekali rodzice dzieci uczących się w Loecknitz. Informowali mnie, że czują się dyskryminowani, a ich dzieci traktowane są jak „dopust boży”. Ograniczono im dostęp do szkolnej biblioteki, zorganizowano dodatkowe lekcje przygotowujące do egzaminu maturalnego i gimnazjalnego tak, by nie mogły z nich korzystać (w jednym czasie odbywało się kilka lekcji, np. jeżeli uczeń poszedł na biologię, to nie mógł skorzystać z fizyki, itp.), bez przerwy sugerowano, że szkoła działa bezprawnie, niemal nielegalnie. Rodzice mieli utrudniony kontakt z panią dyrektor, która kazała im najpierw kilkadziesiąt minut czekać na korytarzu na rozmowę,a następnie prowadziła ją w pośpiechu na stojąco. Traktowani byli jak namolni petenci, a nie partnerzy. Polscy nauczyciele byli jedynymi przedstawicielami polickiej szkoły w Niemczech niemal przez cały miniony rok szkolny. Pani dyrektor unikała spotkań, wspólnych działań polsko – niemieckich. Kuriozalne wydaje się pod tym względem funkcjonowanie nowej hali, której wybudowanie zawdzięczamy właśnie partnerstwu z DPG w Loecknitz. W praktyce nie odbyła się tu ani jedna impreza polsko – niemiecka z udziałem młodzieży obu szkół.

Zaniepokojona sytuacją, zwróciłam się o pomoc do Anny Rybakiewicz, wicestarosty odpowiedzialnej za oświatę. Spotkałyśmy się 10 lutego. Zostałam wysłuchana i… to wszystko.

Najbardziej żenujące było zachowanie pani A. Markowicz – Narękiewicz po śmierci dyrektora Scherera. Zagubieni uczniowie, ich rodzice i znowu pytanie, co będzie dalej – nowa dyrektorka szkoły w Policach jest wrogo nastawiona do nich, a nauczyciele w Niemczech dość mają lekceważenia ich szkoły. Pani dyrektor nie uczestniczyła w pożegnaniu pana Scherera, została bowiem poinformowana, że rodzina zdecydowanie nie życzy sobie tego (dlaczego?). W szkole w Policach informacją o śmierci G. Scherera i kondolencjami zajęła się przede wszystkim Maren Schemmel, Niemka, nauczycielka języka niemieckiego.

O braku umiejętności skutecznego zarządzania świadczy sposób, w jaki pani A. Markowicz – Narękiewicz informowała o rozdaniu przez Starostwo nagród najlepszym moim uczniom z Loecknitz, pod koniec roku szkolnego. Zaproszenia przygotowano dla 5 osób, troje zostało poinformowanych bezpośrednio, dwoje w tym czasie było na wycieczce. Zostali jednak poinformowani o spotkaniu. Po powrocie z wycieczki jedna osoba skontaktowała się nauczycielem, druga – nie odebrała zaproszenia, chociaż wiedziała o spotkaniu. Na skutek interwencji rodzica, żądającego zaproszenia, pani pani A. Markowicz – Narękiewicz rozesłała na prywatne adresy mailowe nauczycieli nieuczących w Loecknitz informacje o niedopełnieniu przeze mnie obowiązków. Ze mną jednak nie skontaktowała się. Kiedy poprosiłam o wyjaśnienie, usłyszałam, że nie miała mojego adresu e-mail (nieprawda, mają go wicedyrektorki), nie znała numeru telefonu (jest w szkole). Wtedy też po raz ostatni powiedziałam, co sądzę o zarządzaniu przez panią A. Markowicz – Narękiewicz naszą szkołą, o manipulowaniu ludźmi, pozorowaniu integracji. W odpowiedzi usłyszałam, że pani dyrektor wie, z kim tutaj (szkoła w Policach) pracuje: „tu pracują ludzie niespełnieni zawodowo, rodzinnie i seksualnie”, szkoła DPG powstała na wariata, wymyśliło ją sobie 2 panów, ale „ja wyprostuję to ministerialnie”.

2. Brak wspólnych działań

Jedynym wspólnym zadaniem mającym na celu (tak mi się wydaje) integrację grona pedagogicznego było zaproponowanie przez panią dyrektor gry paintball (sic!) z okazji Dnia Nauczyciela (gra rodem z korporacji, w której eliminowany jest trafiony przeciwnik).

  3. Pozorne działania

Na początku roku szkolnego pani dyrektor arbitralnie powołała szereg komisji, mających zmienić dotychczasowe regulaminy. Była to m.in. komisja zajmująca się statutem szkoły, regulaminem oceniania itd. (dokładnie ich nazw nie pamiętam).

Zostałam przydzielona do komisji pracującej nad zmianą statutu szkoły. Czego miały dotyczyć zmiany, pani dyrektor nie poinformowała ani przewodniczącego, ani tym bardziej członków. Spotykaliśmy się kilkakrotnie, rozmawialiśmy nad kierunkiem działań, analizowaliśmy statut. Brak zainteresowania ze strony pani dyrektor sprawił, że prace utknęły w martwym punkcie. Nie wprowadziliśmy żadnych zmian, a komisja umarła śmiercią naturalną. Podobny los spotkał inne.

Wyraźnie widać, że pani dyrektor nie ma pomysłu na szkołę. Chyba, że chodzi o zniszczenie wszystkiego, co stworzyli poprzednicy i miałoby się to odbyć rękoma nauczycieli.

4. Lekceważenie nauczycieli – członków Rady Pedagogicznej

  Po raz pierwszy w mojej 40 – letniej pracy zawodowej nie odbyła się w czerwcu br. rada plenarna, podsumowująca realizację zadań szkoły wynikających z planu pracy (czyżby go nie było?). Wszystkie posiedzenia Rady Pedagogicznej zwoływane były niemal w trybie pilnym w krótkich odstępach czasu, trwały po kilka godzin. Niektóre (wcześniej ustalone i narzucone przez panią dyrektor) punkty nie były rozpatrywane, czasem z uwagą – to nieważne – to później.

Chciałam spokojnie i solidnie wykonywać swoja pracę. Przez 39 lat mi się to udawało. W ostatnim (40.) roku pracy zawodowej pani dyrektor zburzyła moje dotychczasowe przekonanie o roli i zadaniach pedagoga – wychowawcy młodych ludzi (chociaż ustami pełnymi frazesów powtarza – dobro ucznia jest najważniejsze!)

Jestem osobą spoza Polic. Nie łączą mnie żadne prywatne związki z gronem pedagogicznym, nie działam z niczyjej inspiracji, nie konsultuję z nikim tego pisma. Czuję wewnętrzną potrzebę podzielenia się swoimi uwagami i spostrzeżeniami na temat tego, co dzieje się w Zespole Szkół. Winna jestem to swoim uczniom, środowisku i szkole, na której tradycje pracowałam 35 lat.

Dzielę się uwagami na temat nowych rządów, ponieważ widzę :

1. chaos (polecenia, zarządzenia nawzajem wykluczające się np. informowanie o sposobie wypełniania świadectw, mówienie o odwołaniu M. Chmielewskiego, a następnie informowanie o tym, że nigdy coś takiego nie miało miejsca,  zgoda na uczestnictwo nauczycieli w pożegnaniu G. Scherera, a w dniu ceremonii informacja od wicedyrektorki, że pani A. Markowicz – Narękiewicz wcześniej kazała znaleźć zastępstwa koleżeńskie) 2. zastraszanie a nawet terror (liczne zarządzenia, rozporządzenia, szkolenie na temat dyscypliny i odpowiedzialności karnej) 3. polowanie na czarownice i szukanie haków (powoływanie zespołów kontrolnych, zlecanie audytów, kopanie w dokumentach sprzed kilku lat) 4. ręczne sterowanie (vice dyrektorzy mają przydzielone zadania, ale nigdy nie wiedzą, co odpowiedzieć, nie podejmują decyzji bez wcześniejszej konsultacji z dyrektorem głównym, który zmienia wcześniejsze ustalenia – nawet swoje) 5. arbitralność (powoływanie licznych komisji bez zgody osób wyznaczonych, odwołanie Komisji Socjalnej i powołanie nowej własnej bez zatwierdzenia jej członków przez Radę Pedagogiczną) 6. manipulacje i intrygi (doświadczyłam tego podczas rozgrywek personalnych związanych z odwołaniem nauczyciela z Loecknitz, sprawa związana z mailem a dotyczącym zaproszeń dla uczniów mojej klasy rozesłanym do niezainteresowanych nauczycieli w czasie weekendu) 7. lekceważenie rodziców uczniów ( liczne uwagi rodziców moich uczniów na sposób ich traktowania – pospieszne przyjmowanie na stojąco, najczęściej po długim oczekiwaniu na korytarzu) 8. zarządzanie z gabinetu przez rozporządzenia, paragrafy i maile wysyłane niejednokrotnie wieczorem, w weekendy (pani dyrektor rzadko opuszcza gabinet, uczniowie znają ją z nielicznych uroczystości szkolnych i z tego jak czasem przemknie przez korytarz 9. lekceważenie zatwierdzonych regulaminów (przyznawanie dodatków motywacyjnych odbywało się dotychczas na podstawie regulaminu opracowanego przez specjalnie powołany zespół nauczycieli – brałam w tym udział. Pani dyrektor pomijając regulamin przyznaje dodatki -niewielkie, ale dla nauczyciela znaczące- według własnego uznania tak, by zyskać sojuszników kupując ich poparcie.

Wiele osób ma podobne zdanie (na szczęścia jeszcze ze sobą rozmawiamy, mimo usilnych działań pani dyrektor zmierzających do skłócenia grona), jednak w obawie przed utratą pracy i mobbingiem pani dyrektor boi się publicznie wystąpić.

Przykłady złej woli, niekompetencji, braku wizji, manipulacji, kłamstw i skłócenia środowiska można mnożyć. Pani A. Markowicz – Narękiewicz wzbudza jedynie strach, a nie szacunek. Nauczyciel działający pod groźbą kary, staje się niewolnikiem, a nie kompetentnym, otwartym na wyzwania pracownikiem. Atmosfera, jaką tworzy obecna dyrektorka (praca w chaosie i ogromnym stresie) nie służy uczniom, ich rodzicom, ani nauczycielom.

Elżbieta Łuszczyńska

Czy to już koniec SMS?

Kolejna odsłona zamieszania wokół polickiej siatkarskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Prawdę mówiąc, analizując treść wystapień działaczy SMS i odpowiedzi starostwa przewiduję, że dni młodzieżowej siatkówki w Policach są policzone. Niestety…

Tekst z Głosu Szczecińskiego…

http://www.gs24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130325/POLICE/130329766

…oraz wystąpienia trenerów SMS:

wystąpienia trenerów SMS do powiatu

 

 

Ścieżki rowerowe – gorący temat.

Transport rowerowy ma być jednym z priorytetów wsparcia środkami unijnymi w perspektywie finansowaj na lata 2014 – 2020. W wielu miastach w Polsce aktywne sa stowarzyszenia zrzeszające miłośników jednośladów, które rozpoczynają lobbing za rozbudową sieci ścieżek rowerowych. W Policach aktywnie działa rowerowe stowarzyszenie SAMARAMA.

Mniej więcej dwa lata temu powstała koncepcja budowy sieci ścieżek rowerowych w Policach http://www.police.pl/pcms.aspx?cid=1308  

Koncepcja jest stale wzbogacana opiniami i uwagami mieszkańców. Gdy poprosiłem odwiedzających moją stronę o wzięcie udziału w dyskusji na temat przyszłych zadań inwestycyjnych w Policach w oparciu o środki zewnętrzne, wiele uwag dotyczyło własnie rozbudowy sieci ścieżek rowerowych.

Zasadnicze pytanie dotyczy kierunku rozbudowy tych ścieżek. Czy budować  rowerostradę w kierunku Trzebieży i stworzyć w ten sposób szlak rowerowy od Szczecina do Trzebiezy? Czy może raczej skupić się na rozbudowie sieci ścieżek w samym mieście Police i w ten sposób zwiększyć bezpieczeństwo rowerzystów poruszających się ulicami Polic?

Zapraszam do dyskusji na ten temat.

Skrajna arogancja władzy!

Niezmiernie rzadko zdarza mi się stracic kontrolę i dac się wytrącić z równowagi. Jednak dzis rano wpadłem w taki stan po lekturze artykułu w gaziecie http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34959,13366490,Posel_Platformy_nie_placi_mandatow___Bo_mam_takie.html#LokSznTxt

Nie wiem kim jest ten pan, co robi, jak żyje. Nie znam go, trudno mi powiedzieć czy jest człowiekiem dobrym, czy złym. Jednak fakt, że jako przedstawiciel władzy, wybrany przez Polaków w taki sposób podchodzi do życia w państwie jest moim zdaniem karygodny i trzeba to potępić ze wszystkich sił.

Jeżeli polityk działa według zasady “Łamałem i będę łamał prawo, bo nie grozi mi za to żadna sankcja, bo jestem uprzywilejowanym współtwórcą prawa w Polsce”, a przecież do tego się to wszystko sprowadza, to dowód, że nie ma w nim ani krzty pokory, odpowiedzialności czy szacunku dla ludzie, wyborców i państwa, w którym funkcjonuje jako ktoś ważny.

Jestem zaszokowany. Nie mieści mi się w głowie, ze ktoś, zajmujący stanowisko państwowe może się zachowywać tak nagannie i myślec w takich kategoriach.

Zmarł prof. Michał Kulesza

Właśnie usłyszałem bardzo przykrą dla mnie wiadomość. W wieku 65 lat zmarł profesor Michał Kulesza, twórca administracyjnej reformy Polski.

Profesor Kulesza współtworzył dzisiejszy kształt polskich gmin, powiatów i województw wdrażając administracyjne reformy z 1990 i 1998 roku. Był, obok profesorów Regulskiego i Stępnia,  jednym z najważniejszych autorytetów w dziedzinie samorządu terytorialnego. Współtworzył wiele instytucji działających dla rozwoju samorządów, był redaktorem naczelnym gazet “Wspólnota” i “Samorząd Terytorialny”, współzakładał Fundację Rozwoju Demokracji Lokalnej.

Był dla mnie ogromnym źródłem wiedzy o samorządzie, ekspertem, znawcą, autorytetem i mentorem, korzystałem z  jego opinii podczas pisania pracy magisterskiej. Urodzilismy się tego samego dnia, choć profesor, rzecz jasna, dużo wcześniej niż ja. Jego odejście to wielka strata.